W wywiadzie z 24 stycznia br. senator Rand Paul, jawnie oswajający się z myślą o swojej kandydaturze na urząd Prezydenta w 2016 roku, wypowiedział takie właśnie słowa, które wyraźnie kontrastują z dziedzictwem jego ojca.

 

W artykule zamieszonym niedawno na The Daily Caller możemy także przeczytać:

"Rand Paul wrócił ostatnio z podróży do Izraela, gdzie - jak wielu sądzi - pojechał, aby uzyskać większe poparcie dla swojej kandydatury prezydenckiej w 2016 roku. Uważa się, że na libertariańskim senatorze z Kentucky spoczywa większy ciężar w demonstrowaniu swoich szczerych, pro-izraelskich intencji, z powodu jego sprzeciwu wobec udzielania pomocy zagranicznej oraz powiązania z ideologią jego ojca.

Ojciec Paula, były kongresmen z Teksasu i prezydencki kandydat Ron Paul, był powszechnie postrzegany jako nieprzyjazny Izraelowi. Na przykład starszy Paul wystąpił na antenie państwowej irańskiej telewizji i porównał Strefę Gazy do obozu koncentracyjnego."

O tym jak to jest z tą "nieprzyjaznością" Rona Paula w stosunku do Izraela wspominaliśmy chociażby tutaj.

Natomiast jak skomentować stanowisko Randa Paula? Np. tak:

"Żadnych wiążących sojuszy" ("Entangling alliances with none")

- Thomas Jefferson